piątek, 13 kwietnia 2007

02

rano jemy śniadanie, po które idę pierwszy raz w tym roku z gołymi nogami, pomidory już po trzynaście. pył z remontowanych w kamienicy mieszkań unosi się przez całą klatkę i jedyny raz w ciągu dnia nie wygląda, jak zwykle; schodzę w dół, jak między bawełniany pył. słońce prześwieca mi oczy i wychodzi kręgosłupem, mam takie mocne ciało, które posłusznie przepuszcza światło. wczoraj paliłyśmy zioło, ale to przecież nie to. rano, wczesnym przedpołudniem. jemy śniadanie, pijemy kawę, dzień z rolling stones w radio, ale najbardziej nam się podoba, jak leci lucy in the sky with diamonds. mówimy do siebie trochę ponad laptopami, czytamy i piszemy. potem przerwa, przytulam się do C na łóżku, wącham jej włosy i skórę między piersiami, pachnie słodkim mlekiem i resztką waniliowego papierosa, trochę nocą, bo nie brała jeszcze prysznica. kręcimy aparatem głupi filmik z nieistniejącymi głosami. odwracam obiektyw, jesteśmy w środku, jesteśmy na zewnątrz.

Brak komentarzy: