środa, 16 maja 2007
05
czwartek, 10 maja 2007
04
jednak będziemy tu mieszkać, myślę, i znowu ktoś wierci histerycznym wiertłem jakiś ścienny otwór. remont kamienicy nigdy się nie skończy, z ostatniego piętra będziemy słuchać postępów. budzimy się dziś prawie równocześnie, ja budzikiem, C sikaniem. gryzie mnie w łokieć, a ja udaję sen. pogoda zmienia się od rana, boli głowa, ale na szczęście mija. leżymy w łóżku do po dziewiątej, wychodzę po śniadanie, gazetę i dwie kremówki, które wcześniej nagle zjawiły się w głowie C. najbardziej lubię naszą dzielnicę rano, jesteśmy w niej, jak pięść do oka, pan w wypożyczalni trzęsie się, kiedy C pożycza film i nie ma do nas szczęścia, bo kiedy wczoraj przychodzimy obie leci program o homoseksualizmie.
dziecko z naprzeciwka zamontowało na balkonie wiatraczek, który kręci się, kiedy nie wieje, a stoi, kiedy wiatr. oh, jestem czystą analogią. w zlewie sterta, na stole sterta, kursuję między kuchnią a książkami, trzeba czytać, trzeba pisać, trzeba zmywać. przed trzecią, kończę przekrój, naprawiam internet, idę myć głowę. myślę o tym, że tamto pisanie było jak mięso bez kości, a teraz nawet mięsa nie ma, bo go nie jemy.
