wtorek, 7 sierpnia 2007

06

stałam na balkonie i było czuć jesień. piszę to od czterech lat, ale w sierpniu przełamuje się lato, powie ci to każdy chłodny poranek i zimny wieczór. od wczoraj mam w sobie mikrosmutek i głód nikotynowy, zapalam dopiero teraz. piszę to od czterech lat, ostatnio zapominam, bo zwykle jestem szczęśliwa.

i znowu mieszkamy na trzecim. piąty wieczór tutaj, jeszcze tylko kilka kartonów do rozpakowania, nowe dźwięki, zapachy, droga do sklepu, który zapewnia mleko i płatki. oswajamy piec gazowy, który pluje pająkami wielkości piątaka. kazimierz uderza we mnie swoim ciepłym bitem, który od zawsze mam w głowie, e mówi, że kazimierz karmazynowy i ma rację. kiedy idziemny nocą św. wawrzyńca kostki brukowe dopasowuję się idelanie do miękkich podeszw letnich butów. trzymamy się za ręce zostawiając za sobą gazową, inny brzeg wisły z podgórzem. powietrze przepływa przeze mnie miarowymi strumieniami. chyba trochę śmiejemy się, trochę nie wierzymy, że tu mieszkamy, przyrosło do nas śródmieście, salwator.

wakacje rozmywają się, praca, szukanie, praca, szukanie, przeprowadzka. od jutra, obiecuję, codziennie godzina z hiszpańskim, senioritas