stałam na balkonie i było czuć jesień. piszę to od czterech lat, ale w sierpniu przełamuje się lato, powie ci to każdy chłodny poranek i zimny wieczór. od wczoraj mam w sobie mikrosmutek i głód nikotynowy, zapalam dopiero teraz. piszę to od czterech lat, ostatnio zapominam, bo zwykle jestem szczęśliwa.
i znowu mieszkamy na trzecim. piąty wieczór tutaj, jeszcze tylko kilka kartonów do rozpakowania, nowe dźwięki, zapachy, droga do sklepu, który zapewnia mleko i płatki. oswajamy piec gazowy, który pluje pająkami wielkości piątaka. kazimierz uderza we mnie swoim ciepłym bitem, który od zawsze mam w głowie, e mówi, że kazimierz karmazynowy i ma rację. kiedy idziemny nocą św. wawrzyńca kostki brukowe dopasowuję się idelanie do miękkich podeszw letnich butów. trzymamy się za ręce zostawiając za sobą gazową, inny brzeg wisły z podgórzem. powietrze przepływa przeze mnie miarowymi strumieniami. chyba trochę śmiejemy się, trochę nie wierzymy, że tu mieszkamy, przyrosło do nas śródmieście, salwator.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz