poniedziałek, 3 marca 2008

08 / hey, luli lali [mtv unplugged]

znowu zapomniałam, że mam pisać, wracam, kiedy zmienia się kolejna pora roku. kalendarz już zawsze będzie się za mną ciągnął, pogoda, temperatura i zachmurzenie. dziś spędzam noc sama, e chwilowo w domu, wróci za osiem godzin, a tam powracający problem córki-lesbijki, która nie trafi do żywotów świętych. uspakajam ją mówieniem do telefonu, uspakajam małe roztrzęsione zwierzątko, za które mogłabym zmienić stan skupienia. swój, innych.
poza tym: praca, praca. piszemy tak dużo, że brakuje nam czasu, próbujemy robić oszczędności, ale pewnie się to nie uda. za dużo książek i baletek do kupienia, nie oszukujmy się. e urzeka mnie głową pochyloną nad książkami, podchodzę do niej bez powodu, pochylam się i wciągam zapach myśli.
mam nowych obcokrajowców, spotykam się z nimi o skandalicznie późnych godzinach i próbuję zamienić inteliżentnych w inteligentnych. studia stoją odłogiem, przekładam logikę coraz głębiej, na niższe półki. wizyta na gołębiej jest, jak wycieczka do egzotycznego kraju. ale to minie, egzotyczna wycieczka stanie się uciążliwą, tropikalną chorobą i zapadniemy na nią już wkrótce.
cholerna emma świszczy mi za oknem, soczewki przestały mnie cisnąć, więc zjadłam trzy daktyle. słodko. mamy miesiąc z mar, muszę zacząć robić znowu zdjęcia.

Brak komentarzy: