wtorek, 4 marca 2008

09

rzeżucha, którą zamęczyłam kaloryferem, powoli się podnosi. tą, której się upiekło i przeżyła powolne uwędzanie, karmię e. zjada je, jak mały królik, mruży oczy, rusza nosem, powoli wciąga do środka. trochę mamy wiosnę, a trochę zimę, na pl. wolnica znowu pojawiła się kobieta ze straganem warzywno-owocowym, jak zwykle niemiła, jak zwykle mrucząca coś nie do końca jasnego.
męczy mnie pisanie, męczą mnie ludzie, dla których to robię. wkurwiamy się z e na zmianę, jedna uspakaja drugą i tak w kółko. mamy z tego pieniądze, mamy trochę zabawy, mamy w oczach koronkę z pękniętych żyłek. e pije za dużo kawy, potem żołądek zwija jej się w sprężynę i kołysze całym ciałem. teraz śpi schowana w domku z kołdry,
tylko pięć minut; oddycha tak lekko, że aż się tego boję.
dziwki z góry wyprawiają się do pracy, słyszę uderzanie wody o plastikowe ściany prysznica. rabin od miesiąca nie zgasił światła. cała ulica, cały budynek dzielą się na segmenty, na komórki, nagle słyszę wyraźnie końcówki i początki dnia. sen zbliża się do mnie, odpycham go, litera po literze. balon ziewania co chwile wypuszcza powietrze. o-pfffff.
za długo zastanawiam się nad zdaniami. oczekuję od siebie, że powiem coś, czego nie mówię nigdy.

Brak komentarzy: